Tak więc. Pani O. pisze właśnie interpretację i tam co nieco jej podpowiedziałam (pomijam fakt, że my tego wiersza nie omawialiśmy). Przez to mam wenę na wypracowanie, jakiekolwiek. Co prawda mam zadane jedno z polskiego, ale zaplanowałam sobie jego pisanie na sobotę. No bo dziś wiadomo, niemiecki, historia. Nie lubię tak. Mam wenę na coś, czego zrobić nie mogę, no bo jak, jak czasu brak?
Jezu, ja się naprawdę zmieniłam. Tak właśnie przeglądałam (przy okazji podszeptywania pani O. wskazówek) swój zeszyt od j. polskiego, z pierwszej klasy i zerknęłam na niektóre wypracowania ( a nóż widelec interpretacja?) i doszłam do wniosku, że nie zgadzam się z moimi poglądami wygłaszanymi w owych wypracowaniach. Pomijając już ten nieszczęsny polski, zaczęłam pić kawę litrami. Czuję się zupełnie inaczej (nie wspomnę o moich antyciążowych humorkach), myślę o zupełnie innych sprawach, myślę innymi kategoriami. Zaczęłam zbierać pieniądze na (wiem, wiem.) mieszkanie, bo w końcu jak wyjadę na studia, to tam już nie będzie mamusi, czy babci, które zapłacą mi za wszystko. Tak, wiem, naprawdę wiem, że mi odbija. Ale to chyba dobrze. Nie, raczej nie. Bo myślę o mieszkaniu i studiach, a nie myślę o maturze. A zanim na te studia pójdę, to muszę się dostać, a zanim się tam dostanę, to muszę zdać maturę no i te studia jakieś wybrać.
Totalna dezorganizacja. Burdel, jakiego dawno mój pokój nie widział, dwie książki do przeczytania + “Mistrz i Małgorzata”, plan pracy Gromady do skończenia, nabór do przygotowania, zaległe rozkazy do napisania, praca na konkurs, list do napisania, dwa do wysłania. No i generalne sprzątanie pokoju. Ale to zostawmy na koniec, jak M&M się wyprowadzą. Nie żeby mi się z tym spieszyło, nie nie. Tzn. jedno M, druga nie musi. Bo to w końcu jej pokój też.
Nie ma sensu prostować włosów, skoro przez 25 minut drogi do szkoły i tak zamienią się w sprężynki. No bo jak, kto widział, żebym chodziła w wyprostowanych włosach? Wstyd, Monika, jak Ty mogłaś im to zrobić. (Włosom, znaczy się.) Zamieniam się w różową pindę. Ale jakby nie patrzeć, to Mart ma bluzę ze sklepu dla pind.
Właśnie, wszystkiego najlepszego Tomaszu N. Jesteś staaaary i w końcu nie jeste z tym sama.
Sto lat, sto lat. Pincet?
Znalazłam Aniołka od Pawła właśnie, w tym starym zeszycie od j.polskiego. A tak apropos Aniołów, to dziś była dosyć fajna lekcja, pomimo, że ksiądz jeszcze drętwy. No, bo lekcja była o Aniołach oczywiście. A wiesz, że w tą sobotę obchodzimy święto Archaniołów? A w książkach nie zawsze mówią prawdę. W “Tam gdzie spadają Anioł” było napisane, że Archanioły są ważniejsze od Aniołów, a to nie prawda, bo dostają tylko ważniejsze zadania. Ale same ważniejsze nie są.
Po godzinie nauki historii odechciało mi się czegokolwiek. Normalka. Przed chwilą rozmawiałam z pewnym młodzieńcem o studiach. No i tak jak zawsze powiedziałam, że wybieram się na pedagogikę. Przemknął mi przez głowę filmik: ja z dziećmi w przedszkolu, potem w SP, Gim i LO. I nie do końca wiem, czy to jest to, co chcę robić. Oczywiście, mam studia, o których marzę. Ale żeby się tam dostać, musiałabym już od początku drugiej klasy chodzić na dodatkowe zajęcia przygotowawcze, na które miałam chodzić, wyszukałam je nawet w Szczecinie, ale życie potoczyło się tak, a nie inaczej i niestety nie mogę sobie na nie pozwolić. Mogę sama, ale ile samemu można się nauczyć? Trochę boli, że nie wszystkie marzenia się spełniają. Hej, nie! Przecież mogę, potrafię. Mogę spróbować, co mi szkodzi? Tak, miś, tak. To jest awykonalne.
Harcerze zapomnieli o zuchach, normalka. Ale my im pokażemy:> Nasz start i nasz nabór będą o niebo lepsze niż ich, a co. Mamy 4 szkoły tylko dla siebie, a oni 2 na podział między 2 drużyny. 15 dzieciaków i będę najszczęśliwsza na świecie.
Ała. Piosenka, dziwny ból i dziwne poczucie winy. Tęsknota za tym magicznym światem. Za zapachem ognia, za mundurem, za… klimatem, iskierką. Boli, boli. Oj, boli.
Puk puk? Książe z Bajki przyszedł, przepraszam. Cześć Księciuniu. Wiesz, boli mnie. Nie wiem co i nie wiem dlaczego. Głupio mi tak trochę, wiesz? Czuję jakbym coś zawalała, ale nic takiego nie robię. Staram się. Nie maksymalnie, ale staram. Odwołałam, żeby to zrobić lepiej. Więc dlaczego mi głupio? Ah, a jednak zawaliłam. Próbę przewodnikowską.
Kurdę. Nie chcę tak. Moniś, zostawiamy harcerstwo na kolejny miesiąc? Oj, ochota wielka. Ale tak nie można, zuchy-pampuchy-ropuchy czekają! Kolejne telefony, smsy. Przekazanie do przygotowania. Weź się w garść bejbe, weź się w garść!
Nie ma miejsca, żeby płakać, nie ma miejsca na strach, każda chwila jest wiecznością. Jeśli tylko zechcesz być…